Burgery


Walentynki. Ludzie świętują lub hejtują to święto. Ja uważam, że to jest dobry dzień żeby choć trochę bardziej postarać się i zrobić ciekawy obiad lub kolację. To może być bardzo proste danie, wystarczy żeby to było nasze ulubione lub ulubione tej drugiej osoby, dla której się staramy  Ja dzisiaj zrobiłam burgery. Z wołowiny, z własnym sosem, z ulubionymi dodatkami. Tylko bułka kupna  Wyszły pyszne! Soczyste, kruche, chrupiące. Mniam! 


4 burgery

Składniki:

  • 400 g mięsa wołowego
  • sol, pieprz
  • 4 bułki pszenne z sezamem
  • 1 pomidor
  • 1/2 czerwonej cebuli
  • keczup
  • sałata (np. rzymska)
  • ser żółty w plastrach

Składniki na sos:

  • 3 łyżki śmietany 18%
  • 3 łyżeczki majonezu
  • 1 i 1/2 łyżeczki musztardy
  • 1/2 szalotki
  • 1 ogórek konserwowy
  • sól, pieprz

Wykonanie:

Zacznijmy od początku. Przygotowując nowe danie zazwyczaj czytam o nim sporo, szukam „swojego” przepisu. Gdy już znajdę przeważanie przerobię go po swojemu lub po prostu czytając wszystkie opinie wyrabiam sobie własną i stosuję ją w swojej kuchni.

MIĘSO

Czytając o mięsie do burgerów (naprawdę sporo można o tym poczytać) stwierdziłam, że wiem na pewno, że musi być wołowe (nie jem wieprzowiny z powodów zdrowotnych). Jak wiecie wołowina nie jest łatwym mięsem do obróbki. Wyczytałam, że najlepiej do burgerów sprawdza się mięso o odpowiedniej procentowości tłuszczu, najlepiej żeby był to świeżo zmielony antrykot lub szponder wołowy. Ja niestety nie miałam takiego wyboru i kupiłam po prostu to co było – czyli mięso wołowe 17% tłuszczu. Wertując kolejne przepisy zauważyłam, że są różne wytyczne. Żeby mięso wołowe wymieszać dobrze z solą/nie mieszać mięsa z solą. Dodać mieszanki przypraw (gałka muszkatołowa, kumin rzymski, papryka wędzona, itp.)/ nie dodawać żadnych przypraw. Dodać jajko/ dodać bułkę tartą/ dodać czerstwą bułkę namoczoną w wodzie/ nie dodawać nic. Czytając to wszystko stwierdziłam – dość. Najlepiej przy wołowinie zastosować minimum minimalne (:P). Czyli żadnych przypraw, żadnych dodatków, żadnej soli. Zobaczymy co wyjdzie. Zastosowałam prostą metodę przygotowywania steków wołowych (o których możecie poczytać tutaj).

SER

Tak. O serze będzie kolejny akapit. Jedni go dają, drudzy nie. Ja lubię ser na mięsie w burgerze, więc się zdecydowałam na wybór sera. Polecany jest cheddar. Ja zdecydowałam się na najprostszą goudę. Dla mnie to był dobry wybór.

SOS

Jedni do burgerów dodają po prostu keczup i majonez. Inni szukają ulubionego przepisu na sos z Big Maca. Jeszcze inni dodają sos Worcester, który podobno w smaku jest bardzo podobny do słynnego, wspominanego wcześniej sosu, tylko zawiera mniej konserwantów. Ja stwierdziłam, że zrobię swoją wersję.  I wyszło naprawdę super.

Przejdźmy więc do przepisu.

Mięso wołowe mielone schłodzić w lodówce. Następnie zimne mięso wymieszać, ale nie wyrabiać długo, żeby się nie ociepliło. Uformować krążki o średnicy co najmniej 10 cm (a i tak wyjdą dosyć małe). Tak uformowane mięso wsadzić do lodówki na 30 minut.

W tym czasie przygotować sos i pozostałe składniki. Sałatę umyć, osuszyć. Pomidora obrać ze skórki i pokroić w plastry. Cebulę czerwoną pokroić w półksiężyce. Bułki przekroić i odłożyć. Do miski dać śmietanę, dodać majonez i musztardę. Szalotkę pokroić w drobną kostkę i dodać do śmietany. Niewielkiego ogórka konserwowego także pokroić w drobną kostkę i dodać do sosu. Dosolić i dopieprzyć do smaku. Dokładnie wymieszać. Gotowy sos wsadzić do lodówki na ok. 30 minut.

Tuż przed smażeniem mięso wyciągnąć z lodówki posolić i popieprzyć z jednej strony. Na patelnię położyć posoloną stroną mięsa, posolić i popieprzyć drugą stronę już bezpośrednio na patelni. Smażyć je na patelni żeliwnej lub ceramicznej (nie na teflonie!) na sucho (radzę otworzyć okna, bo zrobi się „zadyma”) po ok. 4-5 minut z jednej strony. Po tym czasie mięso przewrócić na drugą stronę i położyć na nim ser.

W tym czasie opiec bułki w opiekaczu lub w piekarniku na termoobiegu. Gdy wszystko jest gotowe, to zostaje nam tylko złożenie burgerów. Dolną część bułki posmarować przygotowanym wcześniej sosem, dodać sałatę, pomidora, cebulę na to położyć mięso z serem, dodać kleks keczupu i jeszcze sos. Całość przykryć opieczoną górą bułki. I gotowe, trzeba jeść!

IMG_0727IMG_0723IMG_0725IMG_0722

Smacznego!

Reklamy

Muffiny z kajmakiem (krówką)


Dzisiaj słodkości. Jak karnawał, to karnawał 🙂 Miałam ochotę na muffiny z kajmakiem, czyli popularną krówką. Bardzo lubię kajmak, choć jest niezwykle słodki. Dlatego do ciasta dodałam tylko 2 łyżeczki cukru, a dodatkowo do części ciasta dodałam kakao. Muffiny wyszły pyszne, nie za słodkie, choć przecież z kajmakiem. Do tego wilgotne i smaczne nawet po kilku dniach. Serdecznie polecam.


8 muffinów

Składniki:

  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 szklanka mleka
  • 1 jajko
  • 2 łyżki masła
  • ok. 3 łyżek kakao (lub więcej)
  • 200 g kajmaku (krówki)
  • solony słonecznik (opcjonalnie)

Wykonanie:

Tradycyjnie, suche składniki wymieszać  – mąkę przesiać, dodać cukier, proszek do pieczenia i ekstrakt waniliowy. Masło stopić na wolnym ogniu, rozmieszać. Dodać szklankę zimnego mleka i wbić jajko. Dokładnie rozmieszać. Mokre składniki dodać do suchych i wymieszać do jednolitego połączenia się składników. Z gotowego ciasta odlać 1/3. Do pozostałych 2/3 dodać kakao wedle uznania (szczerze przyznam, że miałam końcówkę, dlatego wyszły mi tylko 3 łyżki :). Wymieszać.

Kajmak otworzyć. Do foremek wyłożonych papilotkami dodać po ok. 1,5 łyżki ciemnego ciasta, na to nałożyć 1 łyżeczkę kajmaku i przykryć ciastem białym (ok. 1 łyżka). Ja zrobiłam łaciate muffiny. Część ma pomieszane ciasta, pozostałe są z wierzchu jasne. Jeszcze inne ciemne. Taka trochę zabawa.

Muffiny piec w piekarniku nagrzanym do 180ºC przez ok. 20 minut lub do suchego patyczka (UWAGA, żeby nie wbić się w kajmak!).

IMG_0691IMG_0693IMG_0694

Gotowe muffiny ostudzić. Ja niektóre dodatkowo udekorowałam pozostałym kajmakiem i posypałam solonym słonecznikiem.

Smacznego!

Egipska wersja kuchni włoskiej i lunch na statku


To będzie już mój ostatni wpis dotyczący wyprawy do Egiptu.

W trakcie wyjazdu zapewniliśmy sobie kilka atrakcji. O nocnym wchodzeniu na górę Synaj i podziwianie wschodu słońca już pisałam (kilka zdjęć znajdziecie tutaj). Drugą naszą atrakcją było nurkowanie i całodzienny pobyt na statku. Mieliśmy niezwykłe szczęście, ponieważ mogliśmy nurkować w Ras Muhammad (Ras Mohamed)- parku narodowym z przepięknym życiem podwodnym. Zresztą popatrzcie sami.

Zdjęcie 1. Bogactwo podwodnego świata Ras Muhammad, widok na przystań, ilość ryb pływających w zasięgu wzroku, tuż pod powierzchnią, jest powalająca i widok na meczet (w oddali) w Sharm el-Sheikh.

W trakcie tego całodziennego wyjazdu obiad mieliśmy zapewniony na statku. Do wyboru była ryba, kurczak smażony w panierce, ryż, ziemniaki, sałatka. Wszystko było bardzo smaczne, bardziej egipskie niż europejskie i stwierdziliśmy zgodnie (a była trochę większa grupa z Polski), że zdecydowanie lepsze niż w hotelu. Niestety żadnych zdjęć nie zrobiłam.

Jak już o tym wspominałam, w trakcie pobytu w hotelu mogliśmy skorzystać z restauracji włoskiej  serwującej dania a la carte. Potraktowaliśmy to jak atrakcję i po całym dniu spędzonym na łodzi zdecydowaliśmy się na kolację w stylu włoskim. No i spotkało nas rozczarowanie. Zdecydowaliśmy się na paluszki z mozzarelli, pizzę i przepiórkę jako dania główne, a na deser lody i crème brûlée. Paluszki serowe były zimne, pizza smakowała jak z mrożonki (choć była robiona przy nas, na świeżo), a crème brûlée nie był crèmem brûlée. Porzuciłam go po jednej łyżeczce. Do tego przepiórka, która była taka sobie.. A lody, jak lody. Całkowicie bez szału.

Zdjęcie 2. Paluszki z mozzarelli, przepiórka, pizza i crème brûlée.

Uważam, że gdy to była restauracja, w której serwowano by dania kuchni egipskiej a la carte, to efekt byłby dużo lepszy i byłoby to zdecydowanie atrakcyjniejsze (nie mówiąc o dużo lepszym smaku i aromacie). Wiem jednak, że w swojej opinii mogę być odosobniona…

Egipskie desery i owoce


Dzisiaj krótko opiszę desery i owoce. Ostatni post był bardzo długi, więc już nie chciałam dodawać do niego kolejnych wiadomości. Dzisiaj będzie krótko i treściwie.

Desery serwowane w egipskim hotelu, w którym byliśmy, były „wymieszane”, tak jak dania serwowane podczas posiłków (o czym przeczytacie tu). Sporo deserów było robionych pod europejskich turystów, ale zdarzały się też egipskie, słodkie perełki. Wybór słodkości był przeogromny. Najlepsze, najbardziej wystawne polskie wesele nie powstydziłoby się ilości i barw tych ciast. Można było znaleźć przeróżne torty, galaretki, dużo różnych ciast, przeważnie zrobionych z przekładanych różnymi kremami biszkoptów. Zazwyczaj kolorowych. Były ciasta czekoladowe, truskawkowe, musy waniliowe i owocowe. Rożne galaretki, itp. A do tego stół z owocami. Można było sobie wybrać banany, banany w specjalnej zalewie, takie jakby kandyzowane, pomarańcze, świeże daktyle i daktyle kandyzowane. Melony miodowe. Kaki nazywane też persymoną. I guawę pokrojoną na plastry.

Zdjęcie 1. Talerz z owocami, melon miodowy, pomarańcze i banany w zalewie. Ciasto mus waniliowy, daktyl i guawa.

Jak już opisywałam wcześniejszym poście, mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na  wieczór kuchni egipskiej. Wtedy też próbowaliśmy rożnych ciekawych deserów. Jedliśmy między innymi egipską, ociekającą miodem baklawę, która jest także popularna w Grecji i Turcji. Jest to ciastko przygotowane z ciasta filo z dodatkiem orzechów i miodu. Oprócz tego jedliśmy ciasto kadayıf, nazywane inaczej anielskimi włosami. Jest to bardzo delikatne, misterne ciasto składające się z pociętego w drobne paseczki ciasta filo. Całość jest polana miodem, z dodatkiem orzechów lub bitej śmietany. Ogólnie egipskie desery są bardzo, bardzo słodkie. Poza tymi słodyczami jedliśmy jeszcze dwa ciekawe ciasta – pierwsze nazywane basbousa, to ciasto robione z kaszy manny. Drugie ciasto to basbosa, to ciasto robione z semoliny (mąki robionej z twardej pszenicy durum). Poza tym jedliśmy maślane ciasteczka, która bardzo dobrze smakowały z kawą i pewien ciekawy rodzaj galaretki, którego nazwy nie pamiętam.

Zdjęcie 2. Basbousa i basbosa. Baklawa, kadayif, maślane ciasteczka i galaretka. Zdjęcia nie najlepszej jakości, ponieważ były robione bez lampy błyskowej w słabym oświetleniu.

Jeszcze jeden deser, który jest bardzo popularny w kuchni egipskiej, a którego nie spróbowaliśmy to ryż z mlekiem, nazywany też puddingiem ryżowym. Czasem podawany solo, czasem z dodatkiem orzechów. Kryje się pod różnymi nazwami. Ponieważ nie wiem, która jest poprawna, nie przytoczę żadnej:P

W trakcie wyjazdu byliśmy na nocnym wchodzeniu na górę Synaj, gdzie mogliśmy podziwiać piękny wschód słońca. Ponieważ było to ponad 2000 m n.p.m. to na górze było potwornie zimno. Żeby sobie z tym poradzić wszyscy wypożyczali pledy za 3 dolary. A wyglądało to tak:

IMG_0517IMG_0538IMG_0539IMG_0550IMG_3284

Makaron orecchiette z porem i brukselką


Od powrotu z Egiptu zaczęłam na nowo gotować. Po arabskich smakach i pełnym urlopie od gotowania, pracy itp. przyszedł czas zregenerowanych sił i pomysłów i wracam do czegoś, co naprawdę lubię  – gotowania. Zaczęłam z przytupem, bo od nóg z gęsi z żurawiną, szalotka i jabłkiem. Tylko zapomniałam go sfotografować. Więc niestety tego przepisu na blogu nie będzie 😦 (przynajmniej na razie). Dzisiaj przedstawiam prosty i szybki (a jakże) przepis na makaron orecchiette (co po włosku znaczy małe uszy) w wersji kolorowej (wybarwionej szpinakiem, kurkumą, wyciągiem z kałamarnicy i burakiem) z dodatkiem śmietanowego sosu z pora i brukselki. Jest po prostu pyszne.


4 porcje

Składniki:

  • 1 duży por
  • 250 g brukselki
  • 400 ml śmietany 30%
  • 400 g śmietany 12%
  • 1 opakowanie makaronu orecchiette
  • sól, pieprz
  • 1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki kuminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka tłuszczu gęsiego

Wykonanie:

Pora umyć, odciąć pióropusz. Przekroić i pokroić na talarki. Brukselkę umyć, oczyścić i przekroić na pół. Wstawić wodę na makaron. Na patelni rozpuścić tłuszcz gęsi. Dodać pora i podsmażyć. Brukselkę delikatnie podsmażyć na drugiej patelni. Można też dodać bezpośrednio do pora, co ja zrobiłam, ale chyba lepiej podsmażyć ją osobno. Wtedy stanie się miękka wewnątrz i chrupiąca na zewnątrz. Makaron ugotować według opisu na opakowaniu.

Do osobnej miski dodać śmietankę kremówkę i 12%, delikatnie wymieszać. Dodać sól, pieprz, kumin i gałkę. Wymieszać. Dodać do podsmażonych warzyw na patelni i wymieszać.  Doprawić do smaku.

Gdy sos będzie gotowy, a makron ugotowany, wszystko razem wymieszać. Podawać gorące.

IMG_0603IMG_0604

Smacznego!

Baśnie z tysiąca i jednej nocy. Kulinarny Egipt z perspektywy all inclusive


Dzisiejszy wpis podróżniczo – kulinarny będzie trochę inny niż te, do tej pory. Chciałabym coś napisać o kulinarnym Egipcie. Tak się złożyło, że tym razem na wakacjach byliśmy w formie all inclusive. A to bardzo zmienia dynamikę, perspektywę i smaki kuchni. Wszystkie posiłki mieliśmy zapewnione w hotelu, więc moja opowieść będzie po pierwsze bardzo subiektywna (zresztą jak wszystko na tym blogu), a po drugie niepełna, podejrzewam że lekko spłaszczona, ograniczona prawie tylko do jedzenia hotelowego. I choć nie będzie to reklama ani biura podroży z którym pojechaliśmy, ani hotelu w którym byliśmy, ta opowieść będzie inna.

IMG_0501

Zdjęcie 1. Wschód słońca nad Morzem Czerwonym.

Egipt, jak każdy kraj jest bardzo zróżnicowany. Podejrzewam, że kulinarnie też jest bardzo zróżnicowany i inne smaki dominują w Egipcie Zachodnim, w Kairze, a inne na Półwyspie Synaj, gdzie byliśmy. Tym razem tego nie doświadczyłam, ale mam nadzieję wszystko przede mną. Bo nie ukrywam Egipt mnie zachwycił. I bardzo chcę tam wrócić.

Zdjęcie 2. Przyhotelowa plaża z widoczną w oddali górą Tiran i rafą koralową.

Będąc w Egipcie trzeba pamiętać o tym, że może nas dosięgnąć zemsta Faraona. Nikt nie chce spędzić pół wyjazdu w toalecie. Więc, aby się przed tym obronić doradzam zażywanie probiotyków, przed wyjazdem, w trakcie i kilka dni po powrocie. Naprawdę bardzo pomagają! Dodatkowo, my przywieźliśmy sobie małe butelki z wodą mineralną, które służyły nam tylko do płukania ust po myciu zębów. No i właściwie najgorsza część „obrony” przed zemstą to nie jedzenie:

  • surowych warzyw (pomidory, ogórki),
  • surówek, sałatek itp.,
  • owoców ze skórką,
  • jogurtów, które stoją w misach,
  • kostek lodu dodawanych do drinków,
  • wszystkiego, co może być opłukane wodą bieżącą lub może być nieodpowiednio przechowywane.

Do tego trochę alkoholu (dla dorosłych) do posiłków i właściwie można się uchronić. Oczywiście, każdy organizm jest inny i niestety może się zdarzyć tak, że to co na jedynych zadziała, drugim nie posłuży. Niemniej jednak może to pomóc. Niestety takie ograniczenie w spożywaniu jedzenia powoduje, że wybór potraw jest trochę uboższy.

IMG_20181117_094720

Zdjęcie 3. Widok na przepiękny Park Narodowy Ras Muhammad z rafą koralową.

W naszym hotelu były trzy restauracje. Pierwsza, największa, to restauracja gdzie serwowano śniadania, obiady i kolacje dla wszystkich gości hotelowych. Druga, mniejsza, znajdująca się przy basenie oferowała obiady i kolacje, przy czym jeśli chciało się pójść tam na obiad należało się wcześniej zapisać. Była to restauracja kameralna, zdecydowanie mniejsza, nazywana przez tubylców i rezydenta restauracją w stylu „europejskim”. Faktycznie był tam mniejszy wybór, ale dania były trochę inne. Przede wszystkim można tam było dostać frytki, czego w głównej restauracji nigdy nie było. Trzecia restauracja, to restauracja w stylu włoskim, gdzie można było pójść raz (w ramach all inclusive, późniejsze wizyty były odpłatne) po wcześniejszym zapisaniu się. To była restauracja a la carte. W pozostałych był po prostu bufet i nakładało się ile się chciało i co się chciało.

To co było serwowane w hotelu było przygotowane pod turystów. Ale pracownicy kuchni dodawali też coś egipskiego. I tak na śniadanie w ciepłym bufecie można było znaleźć purée ziemniaczane (bardzo lubią ziemniaki, są serwowane na każdy posiłek, w różnej formie), fasolkę jak w tradycyjnym angielskim śniadaniu, ale także taką tradycyjną egipską favę – fasolę, a właściwie bób, przygotowywany trochę jak nasza fasolka po bretońsku. Do tego jeszcze kilka innych dań, czasem zaskakujących. Fasola, bób, ciecierzyca są bardzo ważnym składnikiem kuchni egipskiej. Tworzy się z nich pasty, dania wegetariańskie, dodatki do dań mięsnych, falafele itp. Serwowana na śniadanie fava jest bardzo dobra, ale jak dla mnie jedzona rano, jest trochę zbyt ciężkostrawna. Dlatego z tych dań w ciepłym bufecie skorzystałam tylko raz. Poza tym można było wybrać omlet, robiony na świeżo lub wybrać sobie robione na świeżo, ciepłe naleśniki i zjeść je z dżemem i miodem. Gdy wybierałam omlet, to korzystałam z innych ciepłych dodatków takich jak smażone plastry bakłażana, falafele czy tamijja (kuleczki podobne do falafeli, ale robione z bobu z dodatkiem pietruszki), co też jest tradycyjne w kuchni egipskiej. Zwłaszcza falafele i tamijja bardzo mi smakowały. Oczywiście poza tym można było sobie wybrać różne warzywa, jogurt z płatkami, słodkie ciasta lub owoce. Jeśli chodzi o szynkę i ser, to osoby, które nie wyobrażają sobie innego śniadania jak bułeczka z serem i szyneczką, będą bardzo rozczarowane. Praktycznie ich nie ma. Z szynki serwowany był jeden talerz z szynką z kurczaka (znikała dosyć szybko), która była bardzo smaczna, ale pikantna. Z kolei z serów były ich dwa rodzaje – ementaler (choć moim zdaniem, to nie był ten ser) i jeszcze jeden rodzaj (nie opisany) –  bardzo pikantny.

Zdjęcie 4. Oferta śniadaniowa. Falafele i smażone bakłażany. Omlet z tostem, tamijją i szynką drobiową. Talerz z owocami jako deser – grejpfruty, pokrojony w kostkę melon miodowy i ciekawie przyrządzane banany w zalewie.

To czym nie musiałam się martwić w Egipcie, to rodzaj serwowanego mięsa. Jak niektórzy, stali czytelnicy bloga wiedzą, nie mogę jeść wieprzowiny. W krajach muzułmańskich, do których należy Egipt, ten problem traci na znaczeniu. Wg islamu świnia jest zwierzęciem nieczystym, w związku z czym nie jest serwowana w ich kuchni. Za to jest bogaty wybór wołowiny, kurczaka, jagnięciny i przede wszystkim baraniny.

Podczas lunchu można było wybierać i przebierać w bogato zastawionym stole. A właściwie stołach. Z dań serwowanych na ciepło zazwyczaj dostępne były różne formy ziemniaków, zapiekanek na ciepło np. bakłażanowa lub cukiniowa, potrawka z wołowiny, kurczak w różnych przyprawach, rożne rodzaje curry, zapiekanki rybne (zazwyczaj, niestety, niesmaczne), gotowane warzywa pokrojone w fantazyjne plastry lub podawane w formie sosów i do tego dwa rodzaje zupy (codziennie inne). Jak już wspominałam bardzo lubią ziemniaki. Podczas obiadu i kolacji zazwyczaj były serwowane w postaci zapiekanek, pieczonych plastrów, pieczonych ćwiartek itp. Najczęściej wybierałam sobie takie ziemniaki i szłam do stołu z przyprawami i dodatkowo sypałam na nie kurkumę i kumin. Wtedy były przepyszne. Zupy są ważnym elementem kuchni egipskiej. Ale te serwowane w naszym hotelu nie były zbyt smaczne. Wzięłam jedną raz, zjadłam dwie łyżki i odstawiłam. I to wszystko z bufetu ciepłego. Oprócz tego był wielki stół z warzywami, sałatkami, surówkami itp. Nigdy nie skorzystałam. A dla wybrednych można było podejść do kucharza i poprosić o zrobienie na ciepło makaronu z sosem. Oczywiście poza daniami wytrawnymi, na ciepło, były dostępne desery w postaci fantazyjnych ciast i owoce. O tym aspekcie napiszę w osobnym poście, bo tutaj już dochodzę do bardzo długiego wpisu 🙂 .

Zdjęcie 5. Przykładowe talerze obiadowe. Ziemniaki w różnej postaci – gotowane w sosie lub pieczone i posypane dodatkowo kurkumą i kuminem. Do tego gotowane warzywa w plastrach i w formie potrawki/sosu lub sałatki. Zapiekana bagietka z pomidorami i kiszone warzywa (te kolorowe kosteczki) – bardzo ostre i, jak dla mnie, niesmaczne.

To co było dostępne przez cały dzień, przy każdym posiłku, było pieczywo. Można było sobie wybrać chleb tostowy, z którego można było sobie na bieżąco robić tosty (to akurat tylko podczas śniadania), był różne bułeczki, bagietki, chleb. I oczywiście egipski chlebek typu pita nazywany aysz. Chlebek ten jest płaskim chlebkiem, pustym w środku, który świetnie się komponuje z różnymi pastami, sosami i dodatkami. I naprawdę był pyszny z pastami, które mieliśmy szczęście zjeść ostatniego dnia.

Przejdźmy więc do kolacji. Uważam, że to był najciekawszy posiłek dnia. W trakcie kolacji także był ciepły bufet w postaci ziemniaków w różnej postaci (lub frytek, w tej bardziej europejskiej restauracji), do tego ciepłe warzywa, kurczak itp. Pojawiała się także jagnięcina w sosie. Ale przede wszystkim to był czas, w którym serwowano grillowane mięso. Można było sobie wybrać baraninę pod różną postacią. Czasem były to małe kawałki baraniny, czasem kawałki baraniny jak do burgera z mięsa mielonego, czasami takie wałeczki, także zmielonego mięsa. Poza tym oczywiście ciasta, owoce i sałatki.

Ostatniego wieczoru przed wyjazdem mieliśmy szczęście, bo trafiliśmy na wieczór kuchni egipskiej. I wtedy dopiero popróbowaliśmy prawdziwych smaków. Jak już wiecie chlebek aysz jest bardzo ważny. Tak więc nic dziwnego, że aysz jest serwowany z mielonym mięsem baranim grillowanym. Takie danie nazywa się szawarma. Do tego zjedliśmy kuszari – tradycyjne danie, bardzo proste i ciekawe. Jest to połączenie makaronu, cieciorki lub fasoli, soczewicy, ryżu. Takie danie po nałożeniu polewa się oliwami, sosami (m.in. harrisa – ostry sos na bazie papryczki chilli) lub posypuje różnymi przyprawami. Do tego warto dobrać aysz i rożne pasty. Hummus (pasta z cieciorki), muhammara (pasta z pieczonej papryki z orzechami włoskimi, wywodzi się z Syrii), mutabal (pasta z bakłażana, sezamu i jogurtu naturalnego, czasem nazywana baba ghanoush, ale podobno to nie to samo). Była jeszcze jedna pasta, ale nie umiem jej zidentyfikować, nie pamiętam już jej nazwy, a niestety nie zrobiłam zdjęcia. Wszystkie bardzo smaczne, świetnie komponowały się z ayszem. Te egipskie smaki mi naprawdę smakowały. To było bardzo ciekawe jedzenie, smaczne i inne.

Zdjęcie 6. Kolacja w stylu „europejskim” – frytki z wołowiną (bardzo dobrze zrobioną) i panierowaną rybą (niestety nie wiem co to za rodzaj dokładnie). Chlebek aysz z dodatkiem różnych past m.in. z hummusem, muhammarą i mtabalem (lub mutabalem). Następnie szawarma – baranie mięso mielone grillowane i podane w chlebku pita. Do tego kuszari. Przepraszam za złą jakość zdjęć, ale nie nawykłam do robienia zdjęć przy wszystkich z lampą błyskową. 

To co mi się nie podobało w tym hotelu, to właśnie jedzenie. I co ciekawe nie byłam niezadowolona z kuchni egipskiej, bo uważam, że jest ciekawa i zupełnie inna niż europejska. Przeszkadzało mi to, że tych dań egipskich było mało, nie codziennie, a dania kuchni „europejskiej” były nie do końca smaczne. Na pewno były przygotowane bardzo starannie. Ale z gorszej jakości składników i tak po prostu bez serca.

IMG_0511

Zdjęcie 7. Zachód słońca nad Morzem Czerwonym. Pięknie oświetlona góra Tiran.

Indyk z dynią, jabłkami i innymi dodatkami


Miałam ochotę trochę poeksperymentować. Akurat miałam w domu dużo warzyw i owoców, które świetnie do siebie pasują. Tak więc stwierdziłam, że je ze sobą połączę, wsadzę w to wszystko indyka, zrobię do tego pyszny sos śmietanowy (ustaliliśmy już przecież, że bardzo lubię śmietanę :P), podam danie z bagietką i będzie pycha. I było.


4 – 6 porcji

Składniki:

  • 1 kg piersi z indyka
  • 2 jabłka
  • ok. 5 cm świeżego imbiru
  • 3 szalotki
  • 1/2 małej dyni (u mnie to była hokkaido)
  • 1/4 większej pigwy
  • 1 czerwona marchew
  • 2 łyżki masła
  • 200 ml śmietanki 30%
  • 2 garście orzechów włoskich
  • 5 goździków
  • 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
  • 4 ziarenka pieprzu

Wykonanie:

Indyka umyć, osuszyć i oczyścić. Pokroić w mniejsze porcje. Posolić i popieprzyć. Szalotkę obrać i pokroić w półksiężyce. Dynię obrać, wydrążyć środek i pokroić w paski i obrać ze skórki. Imbir umyć, osuszyć, obrać i pokroić w cienkie paseczki. Marchewkę umyć, obrać i pokroić w słupki. Jabłka umyć, osuszyć i pokroić w ćwiartki lub ósemki. Przełożyć do miski. Ćwiartkę pigwy umyć, obrać i pokroić w większą kostkę. Dodać do jabłek. Orzechy połuskać i połówki dodać do miski z jabłkami. W garnku stopić masło, dodać szalotkę, zeszklić ją. Dołożyć dynię i podsmażać ok. 5 minut pod przykryciem. Dodać do tego indyka i podsmażyć z jednej i drugiej strony na złoto. Następnie zmniejszyć ogień, dodać marchewkę i dusić pod przykryciem ok 20 minut. Po tym czasie dodać jabłka, pigwę i orzechy, posypać wszystko gałką muszkatołową, posypać solą, pieprzem i dodać goździki wraz z pieprzem w ziarenkach. Przykryć i dusić kolejne 15 minut na wolnym ogniu. Na koniec dodać śmietanę kremówkę i dusić pod przykryciem kolejne 15 – 20 minut, żeby wszystko razem doszło i przeszło swoimi smakami i zapachami.

Podawać gorące z bagietką, sosem i warzywami. Warzywa będą się rozlatywać, a jedzone z indykiem są po prostu wyśmienite.

IMG_0392IMG_0399

Smacznego!